Nigdy nie zapomnę tego dnia. Żyliśmy z dnia na dzień, wszystko wydawało się tak piękne jak zawsze. Wraz z moją najlepszą przyjaciółką Angi, poszłyśmy po owoce. Zbierając gruszki zapytałam:
-Co z Blake'm?
Uśmiechnęła się ponuro. Blake był jej chłopakiem od bardzo dawna. Gdy przybyłam do Federu byli przyjaciółmi, to oni się mną zaopiekowali, wychowali mnie. Dzieci Federu mają to do siebie, że szybko dorastają psychicznie, ponieważ mając zaledwie 3 lata dziecko potrafi mówić poprawnym językiem oraz rozwiązywać najtrudniejsze zadania z matematyki lub innych przedmiotów. Gdy osiąga wiek 20 lat, zaczyna się powolne starzenie. Jeden rok u ludzi to wielka zmiana, u nas natomiast taka zmiana trwa około 200 lat.
Angi miała 25 lat, była więc ode mnie starsza, ale nie różniłyśmy się zbytnio wyglądem. Angi była śliczną blondwłosą dziewczyną. Każdy mężczyzna w naszej krainie ją dostrzegał, jednak ona dostrzegała tylko Blake'a. Zostali parą w momencie, gdy zaczęli mnie wychowywać. To już sporo czasu.
-Wiesz, Ellie... - Zrobiłam posępną minę. Zdrobniła moje imię, robi to zawsze gdy coś się stanie.
-Coś się stało. Wiem to, widzę po twojej minie.
-Blake nie czuje się najlepiej... Ta rana go wykańcza. Nasze zioła nie pomagają, jak niby mamy go wyleczyć? Nie jest jednym z nas. Nie zdrowieje tak szybko jak my... - Angi przytuliła się do mnie i momentalnie się rozpłakała.
Blake nie był Fizzem, tak samo jak my. Rodzice porzucili go w lesie,myśląc, że nim jest. Znalazła go mała Angi. Przyniosła go do Federu, zaopiekowała się nim. W miarę czasu opiekowali się sobą nawzajem, ponieważ Blake jest od niej starszy 5 lat, a Angi rozwinęła się psychicznie bardzo szybko. Starsi Federowie nie chcieli go zatrzymać, kazali go zabić. Wtedy Angi postanowiła, że odda za niego życie, szantażowała ich. Miała zdolność manipulowania uczuciami. Dorośli dali mu szansę, a Blake zaczął trzymać się z nami. Był to jedyny zwykły człowiek w naszej krainie.
-Na pewno coś wymyślimy. Obiecuję. - Spojrzałam na moją przyjaciółkę, która zalana była łzami. - Angi, obiecuję. Wymyślimy coś. Nie płacz już, proszę.
-Ellie... Jeśli on umrze to jedyną osobą, która...
-Nie umrze. Nic mu się nie stanie. Już ja o to zadbam.
Kolejne dni mijały ciężko, ponieważ Blake czuł się coraz gorzej. Nie wiedzieliśmy jak mu pomóc, nie mogliśmy przecież udać się do ludzi i poprosić o leki dla naszego przyjaciela. Trzeba to było zrobić podstępem. Zaplanowaliśmy podróż nocną. Ja, doktor Frein, August i Wers.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz